close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • BASIA LALIK

  • "Przez lata nikt nawet specjalnie nie kwestionował tego, że kobiety otrzymywały mniejsze wynagrodzenie. Najwyższa pora coś z tym zrobić. Wykonujemy taką samą pracę i zasługujemy na takie samo wynagrodzenie. Nie rozumiem, jak to w ogóle może wzbudzać jakieś kontrowersje."

     

     

    .Przyjechałam do Wielkiej Brytanii głównie z powodów osobistych, ale jednocześnie zaczęłam tutaj studia medialne na Uniwersytecie w Brighton. Wówczas w Polsce nie było praktycznie takich kursów – może poza szkołą filmową w Łodzi, na którą praktycznie nie dało się dostać.

    Początki w branży są naprawdę trudne. Pracowałam po 60 godzin w tygodniu, a miałam płaconą ledwie minimalną stawkę. Dużo znajomych zrezygnowało po pierwszym roku, zwłaszcza kobiet, bo było bardzo ciężko, a wynagrodzenie fatalne.

    W firmie, w której zaczynałam karierę byłam jedyną Polką, która szkoliła się w zawodzie i starała się o awans. Wówczas jednak nawet pozycja recepcjonistki była dla mnie nieosiągalna ze względu na obcy akcent! To był naprawdę trudny okres. 

    W tym czasie patrzyłam z pewną frustracją, że znajomi, którzy pracowali jako kelnerzy czy hostessy zarabiali dwa, a nawet trzy razy więcej ode mnie. Kiedy byłam o krok od odejścia z zawodu, niemal z nieba spadła mi propozycja z BBC One, żeby pracować przy serialu Holby City. To ten moment zdecydował o mojej karierze i o tym, co robię dzisiaj.

    Dla dziewczyny z Polski już samo dostanie pracy w BBC było spełnieniem marzeń, a - patrząc z dzisiejszej perspektywy - to był dopiero początek.

    W kolejnych latach pracowałam przy serialach Made in Chelsea i Veep, aż w końcu trafiłam na plan Gry o Tron. Nie mogłam w to uwierzyć! To był okres, w którym ta produkcja wygrywała nagrody na całym świecie i była uważana za najważniejszy program telewizyjny na świecie, a ja brałam udział w jego powstawaniu. Czasami naprawdę aż musiałam się uszczypnąć, żeby uwierzyć, że tam jestem.

    Później pracowałam też przy drugim sezonie serialu o brytyjskiej królowej The Crown, a niedawno wyszedł mój pierwszy film, Yardie. To był dla mnie wyjątkowy moment: po raz pierwszy zobaczyłam w kinie swoje nazwisko w napisach na końcu filmu. To niesamowite uczucie: to niby ułamek sekundy, ale jesteś tak dumny, że zapominasz o tym, jak było ciężko, żeby dojść do tego miejsca.

    Dzięki pojawieniu się takich platform jak Netflix, Amazon i HBO, rynek jest dzisiaj zupełnie inny niż wtedy, kiedy zaczynałam pracę. Teraz oczywiście nie żałuję tych wszystkich poświęceń, ale czy drugi raz byłabym gotowa przejść przez to samo? Nie wiem.

    Te koszty, które trzeba ponieść pewnie po części wpływają na to, że w branży jest wciąż niewiele kobiet. Do do dzisiaj zdarza się, że wejdę na spotkanie i jestem onieśmielona tym, że przy stole są prawie sami mężczyźni.

    Na szczeście obecna dyskusja o nierówności płac zmienia trochę zasady, którymi rządzi się moja branża. Nie rozumiem tego, dlaczego przez lata nikt tego nawet nie kwestionował, że kobiety otrzymują mniejsze wynagrodzenie. Najwyższa pora coś z tym zrobić. Wykonujemy taką samą pracę i zasługujemy na takie samo wynagrodzenie - kropka. Nie rozumiem, jak to w ogóle może wzbudzać jakieś kontrowersje w 2018 roku.

    Pracuję teraz z dwoma koleżankami w ramach zewnętrznej firmy i już wiem, że czekają nas kolejne wielkie produkcje, w których wystąpią aktorki, które były moimi idolkami z dzieciństwa. Chyba kolejny raz będę musiała się uszczypnąć, żeby uwierzyć w to, co się dzieje.
     

     

    Zdjęcie: Jadwiga Brontē

    Tekst: Jakub Krupa

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: