close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • RÓŻA WŁODARCZYK

  • "Opactwo jest dla mnie źródłem fascynujących historii kobiet: Elżbiety I, Bloody Mary czy pisarki Aphry Behn."

     

     

     

    Jestem w Londynie od dziesięciu lat. Skończyłam turystykę kulturową w Gdańsku i dosłownie dwa dni po tym, jak się obroniłam - wyjechałam. Plan był taki, że przyjeżdzamy na cztery miesiące, na wakacje, żeby zarobić i wrócić.

     

    Na dzień dobry złapałam pracę jako kelnerka w wegetariańskiej knajpie na Soho i myślałam, że to kapitalne pieniądze i warto zostać. Chyba każdy, kto tu przyjeżdża jest na początku lekko zachłyśniety tym, jakie tu są możliwości. Zaczęłam nowe życie.

     

    Popracowałam tam przez rok, poznałam wielu ludzi, podróżowałam po świecie. Później załapałam się na pomaganie w teatrze przy jakiejś nowej sztuce, ale po trzech tygodniach okazało się, że pieniądze z grantu się naszemu szefostwu rozpłynęły i nikt nam nigdy nie zapłacił za naszą pracę.

     

    Wtedy trafiłam do Opactwa Westminsterskiego. Byłam wśród pierwszych trzech kobiet, które zostały przyjęte do obsługi zwiedzających (Visitors Experience). Wcześniej to byli sami byli policjanci i żołnierze, dumnie stojący na warcie. My nie miałyśmy takich zasług, ale miałyśmy doświadczenie z bezpośredniej pracy z ludźmi.

     

    Byłam zaskoczona, jak nas ciepło przyjęli. Oczywiście, główny trzon Opactwa tworzą Brytyjczycy, ale Opactwo jest tak naprawdę bardzo międzynarodowe. Zawsze z dumą mówimy, że jesteśmy w stanie się porozumiewać ze zwiedzającymi w 16 językach.

     

    Kiedy zaczęłam tam pracować to poczułam, że to dość niesamowity moment. Wcześniej wielokrotnie przechodziłam koło Opactwa, ale nigdy nie byłam w środku - a teraz nagle stoję w czerwonym mundurku i pomagam innym poznać historię jednego z najważniejszych budynków w tym kraju. Teraz jestem jedyną kobietą i obcokrajowcem wśród managerów, więc może też przecieram szlaki dla innych.

     

    Codziennie od tylu lat tam jestem i codziennie odkrywam coś nowego. Mam też oczywiście swoje ulubione miejsce: taka mała, typowo średniowieczna kapliczka St Faith's Chapel, w której nic się chyba nie zmieniło od czasów, kiedy budowano Opactwo w XIII wieku. Nawet jakby ktoś mi zawiązał oczy to bym wiedziała, gdzie jestem, bo taki jest tam specyficzny zapach. Lubię tam czasami przyjść i po prostu posiedzieć.

     

    Opactwo jest też dla mnie źródłem fascynujących historii kobiet. Pochowana jest oczywiście Elżbieta I, ale też Krwawa Mary czy Aphra Behn, jedna z pierwszych kobiet, która zarabiała na życie jako pisarka w połowie XVII wieku.

     

    (W eseju "Własny pokój" Virgina Woolf napisała o Behn tak: "Wszystkie kobiety powinny wspólnie składać kwiaty na grobie Aphry Behn, który - fakt to skandaliczny, a przecież uzasadniony - znajduje się w Westminster Abbey, ona to bowiem zdobyła dla nich prawo mówienia tego, co myślą. To dzięki niej właśnie - tej ciemnej i kochliwej postaci - nie jest zupełną mrzonką, gdy mówię dziś do Was: Spróbujcie zarobić pięćset funtów rocznie pracą własnego umysłu.")

     

    W ciągu ostatnich kilku lat byłam zresztą świadkiem poważnej zmiany w kościele anglikańskim po tym, jak zdecydowano o tym, że kobiety też mogą otrzymywać święcenia kapłańskie. Kiedy mieliśmy ordynację jednej z pierwszych kobiet-biskupów pojawił się protestujący mężczyzna z banerami. Zgodnie z wartościami Opactwa, pozwoliliśmy mu wejść i wyrazić swój sprzeciw. Siedziałam obok niego i miałam go pilnować - ale wewnątrz wiedziałam, że jest po przegrywającej stronie dyskusji o prawach kobiet i równości płci.

     

    Jestem silną kobietą o dużej pewności siebie, ale przyznam, że w dniu referendum ws. Brexitu nogi mi się lekko ugięły. Odebrałam to bardzo osobiście, bo odebrałam to jako znak, że wszyscy, którzy głosowali za wyjściem z Unii Europejskiej mnie nie lubią i nie chcą w tym kraju. Nie mogłam się z tym pogodzić. Na szczęście przyjaciele z Opactwa bardzo nas wtedy wspierali i zapewniali, że nadal jesteśmy mile widziani.

     

    Ostatnio byłam na jakiś przyjęciu i padło w rozmowie z kimś, że jestem z Polski - i ten ktoś automatycznie pomyślał, że pracuję jako sprzątaczka. Bardzo mnie później za to przepraszał, ale to pokazuje pewien problem.

     

    Zawsze mam nadzieję, że moja praca w Opactwie zmienia trochę to, jak ludzie postrzegają Polaków. Wydaje mi się, że naprawdę nadeszła najwyższa pora, żeby odrzucić stare stereotypy.

     

    Zdjęcie: Jadwiga Brontē

    Tekst: Jakub Krupa

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: