close

"Tak, jak jest tu ponad milion Polaków to wraz z nimi jest ponad milion powodów, dla których wyjechali z Polski."

 

 

 

Przyjechałam do Londynu dziewięć lat temu, zainteresowana fenomenem migracji. Mój plan był taki, jak większości Polaków: zostać może rok, zarobić pieniądze i wrócić do kraju, robiąc coś zupełnie nowego ze swoim życiem. I oto jestem, dziewięć lat później.

 

W Polsce pracowałam w organizacji pozarządowej, która zajmowała się wykluczeniem społecznym, a jednym z naszych programów było wspieranie osób, które powracały z Wielkiej Brytanii. Zawsze fascynowało mnie, dlaczego wyjeżdzają, często licząc się z tym, że mogą ponieść całkowitą klęskę.

 

Dziewięć lat później wiem, że tak jak jest tu ponad milion Polaków to wraz z nimi jest ponad milion powodów, dla których wyjechali. Część dla pieniędzy, na pewno, ale myślę, że wiele osób wyjechało dla samej ciekawości i frajdy, że mogą, bo nie ma granic - i zostali.

 

Wiele osób jest w efekcie zawieszonych na wiecznej, tymczasowej emigracji i żyje w permanentnej prowizorce. Mamy wśród beneficjentów ludzi, którzy pracują od dziewięciu lat jako majstrowie na budowie, mieszkają pod tym samym adresem, w wielopokojowym mieszkaniu. Nie zawsze to możemy od razu rozumieć, ale w ich głowie stoi za tym jakiś cel.

 

Widziałam kiedyś badanie, że integracja ze społeczeństwem przyjmującym zajmuje człowiekowi mniej więcej cztery lata. W tym czasie przyswaja sobie kody kulturowe, buduje więzi społeczne, uczy się języka.

 

Po tym czasie trudno jest znowu wyjechać, bo to już nie jest powrót, ale kolejna migracja.  Polska teraz to zupełnie inna Polska niż ta sprzed czterech, ośmiu czy dziesięciu lat. Nie ma tam tych ludzi, którzy kiedyś byli, a całe społeczeństwo ruszyło naprzód. Brytyjskie powiedzenie "past is another country" bardzo dobrze oddaje ten problem.

 

Pracujemy przede wszystkim z osobami, które w jakimś stopniu mają ograniczony dostęp do pełnych szans. To będzie często kwestia niskiego poziomu wykształcenia lub doświadczenie wykorzystania w pracy w przeszłości. W efekcie ich sposób pojmowania Wielkiej Brytanii będzie zawsze nieco inny - i trudniej będzie sobie poradzić. Problemy mogą być różne: wykorzystywanie w pracy, status migracyjny, kwestie rodzinne...

 

Dlaczego głównie pracują u nas kobiety? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Myślę, że my jesteśmy bardziej gotowe brać na siebie kryzysy. Ktoś narozrabia, a my musimy opanować sytuację. To buduje jakąś formę odporności.

 

Ktoś, kto pracuje z nami musi mieć całkowitą wiarę w to, że to co robimy jest słuszne. To co robimy jest tak wymagające intelektualnie, emocjonalnie, fizycznie, że to przekonanie musi wypływać ze środka. To nie jest ten typ pracy, że dostajesz wypłatę raz w miesiącu i tyle.

 

Pomaga to, że my wszyscy sami doświadczyliśmy trudów, przez które przechodzi nasz beneficjent. To nie musiało trwać latami, ale każdy z nas był w jakiejś gównianej pracy, w której nam nie zapłacono; mieszkaliśmy w strasznym pokoju dzielonym ze zbyt wieloma osobami i tak dalej. To powoduje, że istnieje szczególny związek pomiędzy nami a beneficjentami.

 

Jak ktoś przychodzi i mówi mi, że jest w dramatycznej sytuacji i liczy na to, że się będziemy nad nim użalać - been there, done that, got t-shirt. Trzeba się podnieść, nie ma zmiłuj. Nigdy nie spojrzymy z góry - ale możemy pomóc tylko wtedy, jeśli ktoś chce sobie pomóc.

 

Zdjęcie: Jadwiga Brontē

Tekst: Jakub Krupa

© 2012 Ministerstwo Spraw Zagranicznych