close

"Na lotniskach na całym świecie czasami zdarza mi się spotkać inne kobiety pilotki, ale ciągle jest to raczej rzadki widok. Badania zakładają, że kobiety stanowią zaledwie od trzech do siedmiu procent pilotów na rynku."

 

 


Pierwszy raz trafiłam do Wielkiej Brytanii w 1997 roku, tuż po ukończeniu studiów z technologii żywności we Wrocławiu. Przyjechałam na kurs językowy w szkole dla obcokrajowców. Spodobało mi się i zaczęłam tutaj pracować.
 

Szybko poznałam mojego obecnego partnera, który jest pilotem latającym samolotami pasażerskimi i helikopterami. Kilka razy zabrał mnie ze sobą w powietrze - i tak to się zaczęło. Od pierwszego dotknięcia sterów wiedziałam, że to jest to.
 

Dorastając w Polsce nie miałam nigdy nic wspólnego z lotnictwem, które często było zarezerwowane dla osób pełniących służbę wojskową, o czym kompletnie nie myślałam. Kiedy zaczęłam się tym wreszcie interesować to martwiłam się, czy dam sobie radę z wymagającym szkoleniem. Z drugiej strony zawsze miałam takie nastawienie, że jak trafia się szansa podjęcia wyzwania to najpierw mówię "tak" i dopiero później martwię się, jak to zrobić. Całe życie mi to służyło.
 

W 2003 roku zebrałam się w końcu na odwagę, pożyczyłam pieniądze i zaczęłam szkolenie w szkole w Stapleford. Przy sprzyjającej pogodzie ten pierwszy krok zajmuje około pół roku, po czym otrzymuje się licencję prywatnego pilota. To dopiero początek, bo później trzeba wylatywać godziny i mierzyć się z kolejnymi egzaminami, a prawdziwa zabawa zaczyna się od poziomu pilota komercyjnego.
 

W pewnym sensie miałam szczęście, bo wówczas było dość trudno o pracę w liniach lotniczych, ale właśnie zaczynał się okres popularności prywatnych samolotów. Zaczynałam na mniejszych, sześcio-ośmioosobowych maszynach, a później przesiadałam się na coraz większe, np. odrzutowce Gulfstream.
 

W obsługiwaniu prywatnych połączeń czarterowych podoba mi się całkowita nieprzewidywalność. Właściwie nie wiem, co będę robić jutro, bo telefon może w każdej chwili zadzwonić i będę leciała do Szwajcarii, Rosji, na Bliski Wschód czy Seszele. W efekcie rzadko robię jakieś plany na weekend, bo wszystko może się zmienić w mgnieniu oka.
 

Oczywiście, mogłabym być zatrudnionym przez linie lotnicze i mieć tzw. roster, który zakłada kiedy i w jakiej porze latam w ciągu najbliższego miesiąca. Szczerze mówiąc to byłoby chyba jednak znacząco nudniejsze.
 

Dzięki tej pracy mogę poznać kawał świata. Jedna z moich ulubionych podróży wiodła z Hong Kongu przez Nową Zelandię, Tahiti, Bora Bora i Australię. Nie wszyscy mają takie szczęście, żeby trafić tam w ramach codziennych obowiązków.
 

Na lotniskach na całym świecie czasami zdarza mi się spotkać inne kobiety pilotki, ale wciąż jeszcze jest to raczej rzadki widok. Badania sugerują, że kobiety stanowią zaledwie od trzech do siedmiu procent wszystkich pilotów na rynku.
 

Przez ostatnie kilka lat pracowałam dodatkowo jako instruktor, egzaminując wielu pilotów na symulatorach. Nikt nigdy tego nie okazał, ale czasami było widać pewne zdziwienie w pierwszym momencie, kiedy widzieli kobietę na fotelu egzaminatora.
 

W Europie czy Stanach Zjednoczonych płeć pilota raczej nie ma znaczenia, a pasażerowie w większości reagują na mój widok bardzo pozytywnie. Na Bliskim Wschodzie też nie przypominam sobie większych kłopotów.
 

Ale czasami zdarzało się, na przykład w Rosji, że kiedy próbuję wydać polecenia dotyczące tankowania maszyny to agent obsługujący nas na lotnisku ignoruje mnie i idzie szukać pilota mężczyzny. Podobnie kierowcy naszych samochodów, którzy - pomimo munduru i wyraźnego oznaczenia mojej rangi - łatwo biorą mnie za kolejną ze stewardess i pytają o to, gdzie się podział pilot.
 

Pracowałam kiedyś dla pewnego konkretnego klienta o dość specyficznym poczuciu humoru. Kiedy przedstawiłam się, że będę pilotem podczas naszego rejsu i powiedziałam, że jestem z Polski to zażartował: o, miła różnica od Polaków hydraulików. W odpowiedzi się tylko krzywo uśmiechnęłam.
 

Wydaje mi się, że ludzie rzadko pamiętają o roli, jaką Polskie Siły Powietrzne odegrały w Wielkiej Brytanii, w szczególności w Bitwie o Anglię. Ostatnio wyjątkowo poznałam jednego ze starszych instruktorów, który jak tylko usłyszał, że jestem z Polski to powiedział "dzień dobry" i wspomniał z prawdziwym podziwem swojego nauczyciela, który był polskim pilotem, który po wojnie zdecydował się zostać na emigracji.
 

Czasami przypominam ludziom o dywizjonie 303 i o tym, jak Polacy bronili nieba nad Anglią. Warto, żebyśmy wszyscy o tym pamiętali.

 

Zdjęcie: Jadwiga Brontē

Tekst: Jakub Krupa

© 2012 Ministerstwo Spraw Zagranicznych