close

Katarzyna Grabka

"Za każdym razem najbardziej uderza mnie ten moment, w którym sprawca idzie korytarzem do sali, w której spotka się z drugą stroną. W tych sekundach widać ich słabości, lęki, obawy. Nikt nie wie, czego się należy spodziewać. To jest ten moment, w którym sprawiedliwość naprawcza zaczyna działać."
 

 

 

Przyjechałam do Anglii tuż po maturze, w 2010 roku. Założenie było takie, że skoro dostałam się na studia w Polsce to przyjadę na trzy miesiące, popracuję jako kelnerka, zarobię trochę i wrócę. Ale poznałam Tomka, który teraz jest moim mężem. Te trzy miesiące przeciągnęły się do dzisiaj.

 

Zmieniłam więc plany i postanowiłam pójść na studia tutaj, w Wielkiej Brytanii. Zaczęłam od inżynierii budowlanej, ale jak przyszłam na pierwsze zajęcia i okazało się, że jestem jedyną kobietą na czterysta osób to szybko zmieniłam zdanie.

 

Po roku zrobiłam drugie podejście i poszłam na studia z psychologii ze specjalizacją kryminologiczną. W tym samym czasie byłam zatrudniona na pół etatu w domu opieki, gdzie pracowałam z ludźmi z rozmaitymi upośledzeniami. Podchodząc do nich z pokorą i cierpliwością mogłam się dowiedzieć dużo o tym, jak funkcjonują - ale też o sile zwykłej, ludzkiej empatii.

 

Mniej więcej w tym samym czasie zgłosiłam się na wolontariusza do zespołu zajmującego się mediacjami i sprawiedliwością naprawczą w Police and Crime Commissioner dla hrabstwa Essex. Najpierw pracowałam w zespole z moją szefową, a później coraz bardziej sama, biorąc coraz bardziej skomplikowane sprawy.

 

Kiedy po jakimś czasie myślałam o odejściu i zmianie kwalifikacji, otrzymałam propozycję zostania koordynatorem całej sieci ponad 45 wolontariuszy. Nie mogłam odmówić.

 

Od tamtej pory zajmowałam się dziesiątkami rozmaitych spraw - od sporów sąsiedzkich po morderstwa. Czasem na spotkanie nalega ofiara lub jego rodzina; czasem - rzadziej - sam sprawca, który na przykład ma wyrzuty sumienia.

 

Za każdym razem najbardziej uderza mnie ten moment, w którym idzie korytarzem do sali, w której spotka się z drugą stroną. W tych sekundach widać ich słabości, lęki, obawy. Nikt nie wie, czego się należy spodziewać. To jest ten moment, w którym sprawiedliwość naprawcza zaczyna działać.

 

Każdy sprawca musi po skazaniu przejść specjalny kurs, który ma uświadomić mu, jak ta sytuacja wyglądała dla ofiary i jej bliskich. Wielu z nich  zamyka się jednak zupełnie na perspektywę drugiej strony i skupia się na ubolewaniu nad konsekwencjami dla siebie i swojej rodziny, zapominając o cierpieniu drugiej strony.

 

W tym tkwi cały sens sprawiedliwości naprawczej: w otworzeniu ich głowy na to, jakie są konsekwencje przestępstwa i jaką szkodę wyrządzają innym ludziom. Możemy o tym mówić, pouczać i wykazywać - ale jedno spojrzenie w oczy ofiary czy jej rodziny może powiedzieć dużo więcej.

 

To nie jest tylko moja teoria. Badania wyraźnie wskazują, że osoby, które przejdą przed ten proces znacznie rzadziej popełniają kolejne przestępstwo.

 

Często takie spotkanie przynosi też ulgę ofierze lub jej rodzinie, bo mogą zadać pytania, które ich gryzą i pomaga im to poradzić sobie z traumami, które są konsekwencją przestępstwa.

 

Wiele naszych wolontariuszy to kobiety. Moim zadaniem jest każdorazowo dobranie takiego składu, który pozwoli na wypełnienie naszej roli. Płeć ma często spore znaczenie - czy to ze względów bezpieczeństwa czy też przewidzenia możliwych zachowań pozostałych uczestników spotkania.

 

Pamiętam swoje początki w tej roli i to, jak kryminaliści potrafią się zachować wobec kobiet, nawet jeśli reprezentujemy policję: mogą cmokać, niewybrednie komentować. To nie jest przyjemne - ale po jakimś czasie wiesz, jak na to odpowiedzieć, żeby natychmiast zamknąć temat.

 

Mam świadomość tych obciążeń i dbam o naszych wolontariuszy. Ciężar spraw, którymi się zajmują rośnie powoli - tak, żebyśmy mieli pewność, że są przygotowani i wiedzą, jak sobie poradzić z każdą sytuacją. Na bieżąco mają także możliwość otrzymania wsparcia od psychologów.

 

To, że jestem Polką nie wpływa na moją pracę, bo mówię po angielsku bez wyraźnego polskiego akcentu. Większość sprawców nawet nie wie, że nie jestem Brytyjką.

 

Staram się unikać spraw dotyczących polskich obywateli - co najwyżej oferuję swoją poradę i gotowość jako tłumacz. Jest jedna bezwzględna zasada w mojej pracy: zawsze muszę być bezstronna.

 

Profesjonalizm bierze pierwszeństwo przed narodowością. Nie ma wyjątków.

 

Zdjęcie: Jadwiga Brontē

Tekst: Jakub Krupa

© 2012 Ministerstwo Spraw Zagranicznych