close

"Ten pierwszy okres jest cholernie trudny. To test charakteru i siły swojej determinacji do osiągnięcia celu."

 

 

 

Przyjechałam do Wielkiej Brytanii w 2005 roku w ramach tego, co wówczas postrzegałam jedynie jako przygodę. Właśnie ukończyłam szkołę średnią, a moja przyjaciółka miała wkrótce wyjechać do Blackpool w celu zdobycia praktyki zawodowej. W ostatniej chwili ktoś wypadł z jej grupy i zapytała mnie, czy nie chciałabym z nią pojechać. Nie zastanawiałam się długo i postanowiłam spróbować - i tak mieszam tutaj do dzisiaj.
 

Dopiero po prawie pięciu latach poczułam się wystarczająco pewna siebie, aby złożyć podanie na studia na Uniwersytecie Lancaster. Podczas studiów w pełnym wymiarze godzin podejmowałam się różnych prac: w tygodniu zajmowałam się sprzątaniem w domach i college'ach, a w weekendy brałam dodatkowe zmiany w sklepie z frytkami lub na stacji benzynowej. 
 

W tamtych czasach musiałam przejść przez kilka nieprzyjemnych sytuacji z powodu bycia Polką. Raz, gdy byłam na nocnej weekendowej zmianie w sklepie z frytkami,  po usłyszeniu mojego akcentu ktoś rzucił mi w twarz drobnymi i kazał wracać do mojego kraju. Im bardziej pięłam się w górę po szczeblach kariery, tym rzadziej napotykałam tego rodzaju sytuacje. Polacy cieszą się dobrą reputacją, ponieważ każdy wie, że gdy podejmiemy się jakiejś pracy to wykonamy ją dokładnie i na czas. To uznanie dla naszej etyki pracy pomogło mi w mojej karierze.
 

Największym wyzwaniem jest pierwszy okres po emigracji, kiedy musisz osłaniać się przed wszystkim, co dzieje się wokół ciebie i skupić się jedynie na celu, który chcesz osiągnąć - wszystko po to, żeby nie utknąć na zawsze w tych tymczasowych pracach. W pewnym sensie jest to moment, w którym udowadniasz sobie swoją determinację i testujesz własny charakter. Czas decyzji.
 

Po ukończeniu studiów rozpoczęłam pracę w księgowości i kontynuowałam zdobywanie dalszych kwalifikacji zawodowych. W tej chwili przygotowuję się do kolejnego egzaminu, który umożliwi mi dalszy rozwój zawodowy w księgowości.
 

Aby dostać się do mojej obecnej pracy w NHS aplikowałam aż trzy razy, bo tak mi zależało. Praca w sektorze publicznym nie tylko zapewnia mi poczucie bezpieczeństwa, ale także napawa mnie szczerą dumą. Zatrudniamy ponad 6,5 tys. osób i specjalizujemy się w leczeniu chorób serca, ratując życie ludzi z całego hrabstwa. Każdego dnia odpowiadamy za życie aż 400 000 osób, a oddziały szpitala, w którym pracuję znajdują się w Blackpool, Fylde i Wyre, ale także Cumbrii i Lake District.
 

W naszym funduszu mamy wiele kobiet w strukturze, które mogą być inspiracją do dalszego rozwoju. Zarówno kierownik mojego działu, jak i dyrektor generalna szpitala są kobietami - to pokazuje, że nie ma szklanego sufitu, który musiałybyśmy przebijać. Wszystko zależy tylko od nas.
 

Oprócz pracy w księgowości, często pomagam przy tłumaczeniu dla polskich pacjentów. Trafienie do szpitala rzadko jest przyjemne, a dzięki temu mogę ich wesprzeć w tych często trudnych i stresujących chwilach.
 

Niekiedy dochodzi do mnie jak niektórzy ludzie mówią, że imigranci są tylko ciężarem dla służby zdrowia. Z mojej pracy wyłania się inny obraz: wiem, jak wiele pielęgniarek i lekarzy to migranci, a poza tym sama przecież jestem Polką. Staram się nie angażować w dyskusje z takimi ludźmi, bo chyba nie da się ich przekonać, a kosztuje to tylko dużo stresu.
 

Mam jednak wrażenie, że takie opinie są istotne dla wielu osób - w końcu aż 67,5 proc. głosujących w Blackpool opowiedziało się za wyjściem z Unii Europejskiej. Przyznam, że czasami jako obcokrajowiec spotykam się z lekką niechęcią do Polaków i imigrantów w ogóle, co w połączeniu z niepewnością związaną z Brexitem ma na pewno wpływ na sposób, w jaki myślę o mojej przyszłości tutaj. Z drugiej strony, po tylu latach życia w Wielkiej Brytanii nie tylko myślę, czytam i piszę po angielsku, ale także naprawdę czuję sens przynależności do tego kraju - i nikt mi tego nie może zabrać.
 

Ważna dla mnie jest też wiara, przez którą możemy się też asymilować z Brytyjczykami. Jestem mocno zaangażowana w lokalną katolicką społeczność, a także jako jedyna kobieta i Polka wspieram naszą brytyjską diecezję wykorzystując swoją wiedzę z zakresu finansów.
 

W ostatnich latach napływ Polaków ożywił niektóre ze starszych parafii katolickich, które były na krawędzi zakończenia działalności - a teraz znowu kwitną. Dzięki temu możemy się lepiej poznać nawzajem z Brytyjczykami, ale też dbać o nasze polskie dziedzictwo kulturowe i zwyczajnie trzymać się wszyscy razem.
 

 

Zdjęcie: Jadwiga Brontē

Tekst: Jakub Krupa

© 2012 Ministerstwo Spraw Zagranicznych